O autorze
Jacek Szymański, adwokat specjalizujący się w zagadnieniach związanych z udziałem konsumentów na rynku kapitałowym. Wspólnik w Kancelarii Szymański & Wyjatek Adwokaci (www.szymanskiwyjatek.pl)

Prowadził precedensowe i szeroko komentowane w mediach postępowania sądowe przeciwko towarzystwom ubezpieczeniowym związane z narzucaniem konsumentom skrajnie niekorzystnych warunków w ramach umów ubezpieczenia z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi oraz ze stosowaniem przez dystrybutorów produktów finansowych nieuczciwych praktyk rynkowych.

Interesuje się również zagadnieniami związanymi z ochroną dóbr osobistych osób fizycznych i prawnych.

5 milionów Polaków z toksycznymi produktami finansowymi

Od 2012 roku toczymy w przestrzeni publicznej, a my prawnicy, również na salach sądowych dyskusje o przyzwoitości i legalności działania instytucji finansowych i towarzystw ubezpieczeniowych w kontekście oferowania konsumentom ubezpieczeń z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi nazywanych potocznie polisolokatami.

Dyskutujemy o problemie, który według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń dotyczy 5 milionów ludzi i niemal 50 mld złotych ich oszczędności.



Czego on dotyczy? Jakie jest jego źródło ? Czy po kilku latach od jego zdiagnozowania konsumenci wiedzą jak dochodzić swych praw i czy mają szanse w starciu z gigantami?

Umowy ubezpieczenia z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi to produkty o charakterze stricte finansowym. Nie chodzi w nich, wbrew ich nazwie, o zabezpieczenie przed skutkami zdarzeń losowych, a według deklaracji towarzystw ubezpieczeniowych, o efektywne i długoterminowe oszczędzanie.

Konstrukcja umowy ubezpieczenia została do tych produktów implementowana po to by pozwolić uniknąć klientom opodatkowania uzyskanych w tym trybie dochodów podatkiem od zysków kapitałowych czyli tzw. podatkiem belki. Przynajmniej w zakresie deklaracji bo bardziej prawdopodobnym źródłem takiego rozwiązania było to by zyskać argument sprzedażowy.

Sprzedawcy marzeń, garniturowi domokrążcy nazywający siebie samych doradcami finansowymi mieli bowiem dzięki takiej konstrukcji dodatkową przynętę na skłonnych do oszczędności, i mniej skłonnych do dzielenia się nimi z fiskusem obywateli.

To dzięki niej mogli kreślić przed Klientami wizję zysku nienaruszanego obowiązkiem podatkowym, a tym samym wizją zysku większego od tego osiąganego przez lokujących pieniądze na lokatach oszczędnościowych czy tych którzy swoje pieniądze powierzali bezpośrednio funduszom inwestycyjnym.

Ten sposób perswazji przemawiał do ludzi, którzy coraz chętniej angażowali swoje środki w uefki. Biura kolejnych firm akwizycyjnych powstawały jak grzyby po deszczu, a na ulicach miast pojawiało się coraz więcej młodych wilków oferujących bezpieczne inwestycje z wysoką stopą zwrotu.

Po pewnym czasie, przypuszczalnie dostrzegając wysoką rentowność osiąganą z takich produktów towarzystwa ubezpieczeniowe wymyśliły nowy model sprzedaży. Tym razem potrzebowały sojusznika potężnego, sojusznika instytucjonalnego, który nie będzie Klientów przekonywał a po prostu ich do „atrakcyjnej inwestycji” zmusi.

Nie trzeba się długo zastanawiać, żeby odgadnąć, że tak zakreślony cel najlepiej realizować z pomocą Banków.

To one przecież decydują o ludzkim szczęściu i nieszczęściu. To one podejmują decyzję czy Kowalski będzie mógł w końcu zamieszkać w swoich czterech kątach czy dalej z trójką dzieci, żoną i psem, będzie pomieszkiwać kątem u rodziców.

Kowalskiemu zależy na tym, żeby zamiast niewolnikiem trudnej sytuacji lokalowej stać się niewolnikiem Banku. Zaakceptować wszystkie jego warunki po to by ten przelał kilkaset tysięcy deweloperowi na nowe, kilkudziesięciometrowe mieszkanie na strzeżonym osiedlu.

Mając świadomość tego jak bardzo Kowalski chce, Banki podjęły ochoczo współpracę z Towarzystwami Ubezpieczeniowymi.

Te z banków które chciały w sposób ordynarny manifestować swoją siłę warunkowały udzielenie kredytu hipotecznego dodatkowym zabezpieczeniem w postaci cesji praw właśnie z umowy ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowymi, którą kredytobiorca powinien był zawrzeć jeszcze przed podpisaniem umowy kredytu.

Te elegantsze obniżały marżę kredytu, deklarując przy okazji, że zysk uzyskiwany z produktu finansowego za kilka lat umożliwi niemal samoczynną spłatę kredytu za pomocą środków akumulowanych w inwestycji.

Takimi metodami instytucje finansowe zgromadziły 5 mln klientów, wśród których panują coraz gorsze nastroje, a wśród których znaczna już część rozwiązała umowy ubezpieczenia i zdyskontowała swoje straty. Straty niejednokrotnie przekraczające milion złotych.

Co poszło nie tak?

Po okresie kilkuletniego bezrefleksyjnego prosperity tego rodzaju produktów pojawiły się informacje o pierwszych problemach konsumentów.

Okazało się bowiem,a precyzyjniej, klienci zorientowali się dopiero po zawarciu umów, że w wielostronicowych wzorcach umownych ubezpieczyciel zawarł postanowienia przewidujące opłatę likwidacyjną czy też opłatę od wykupu której istota sprowadzała się do tego, że jeżeli klient się rozmyślił, nie był zadowolony czy nie mógł sobie pozwolić na dalsze comiesięczne, cokwartalne czy coroczne składki to obowiązany był do oddania wszystkiego co zgromadził( w pierwszych dwóch latach) lub istotnej tego części (w kolejnych latach) ubezpieczycielowi.

W ramach prowadzonych przez naszą Kancelarię postępowań, z kilkoma ubezpieczycielami zakwestionowano legalność tych postanowień, a konsumentom zwrócono pieniądze potrącone im przy rozwiązaniu umowy.

Tego rodzaju orzeczenia sądowe nie zniechęciły jednak towarzystw ubezpieczeniowych.
Nie pomogły również decyzje UOKiK nakładające tak na ubezpieczycieli jak i na dystrybutorów milionowe kary. Cały czas, z równym uporem kwestionują roszczenia swoich byłych, a naszych aktualnych Klientów, nie dostrzegając szerszego kontekstu takich decyzji.

Nie dostrzegając, że medialna lawina która się po nich właśnie toczy na stałe zrujnuje wizerunek instytucji finansowych, że jeżeli taka strategia będzie stale uważana za najlepszą to już zawsze klient będzie myślał o banku, ubezpieczycielu jako o wrogu, a nie partnerze.

Obok nielegalnych, bo dziś tak można o nich mówić, postanowień przewidujących opłaty likwidacyjne, pojawił się inny problem, a dotyczący szczególnego rodzaju uefek strukturyzowanych ,oferowanych przez TU Europa S.A. i Open Life T.U. Życie S.A. o nazwach Pareto, Lucra i Libra, sprzedawanych przez spółki z portfela Leszka Czarneckiego tj. Getin Noble Bank S.A. i Open Finance S.A.

To w procesie sprzedaży tych produktów i w ich konstrukcji, po kilku latach obserwacji różnego rodzaju naruszeń praw konsumentów w sektorze ubezpieczeniowo - finansowym, dostrzegam ich najdalej idące pokrzywdzenie.

Tutaj, jak wynika, z relacji naszych Klientów, ale też materiałów, które udało nam się zdobyć regułą było wprowadzanie w błąd zarówno co do horyzontu inwestycyjnego (deklarowano, że umowa jest zawierana na okres 5 lat podczas gdy ten wynosił 15 lat) jak i co do charakteru umowy (deklarowano, że to lokata oszczędnościowa z wysoką stopą zwrotu, a nie wysoko ryzykowny produkt o niejasnej strukturze).

Pracując nad tymi sprawami udało nam się uzyskać oświadczenie jednego ze sprzedawców ubezpieczeń inwestycyjnych, który potwierdził, że taki model sprzedaży wynikał z procesu szkolenia, że to korporacyjny wierzchołek stał za tym, że sprzedawcy w taki a nie inny sposób pozyskiwali Klientów.
Ułatwieniem w sprzedaży tego produktu strukturyzowanego jako lokaty oszczędnościowej było również to, że w przeciwieństwie do standardowych uefek, klienci wpłacali na początku umowy składkę w istotnym wymiarze, a kolejne składki stanowiły ułamek tej pierwszej. To ugruntowywało ludzi w przekonaniu, że faktycznie wpłacają swoje pieniądze na lokatę.

Potwierdzeniem takiego nieuczciwego modelu sprzedaży jest też mail(poniżej) w którym doradczyni finansowa prezentowała zalety produktu finansowego. Wynikało z niego, że produkt to lokata oszczędnościowa (podczas gdy z lokatą ubezpieczenie inwestycjne nie ma nic wspólnego) i że inwestycja po pięciu latach będzie umożliwiała wypłatę ok.110.000,00 zł. Pięć lat minęło, Klientka wpłaciła w wykonaniu umowy niemal 90.000,00 zł, a z tej kwoty, w przypadku rozwiązania umowy dostałaby ok 40.000,00 zł.
Z czego wynikało to, że zamiast deklarowanych 110.000,00 zł nasza Klientka mogła rozwiązać umowę otrzymując 40.000,00 zł?

Otóż z tego, że jednostki które nabywał płacąc składki, radykalnie traciły na wartości. Można by powiedzieć, że nic w tym szczególnego, taka przecież logika inwestycji finansowych, że można na nich stracić.

Tego rodzaju tłumaczenie w tym wypadku jednak się nie sprawdza. Nie sprawdza się dlatego, że notowania jednostek, które posiadała konsumentka mają się nijak do notowań indeksu, na którym rzekomo, według deklaracji Open Finance S.A, został oparty produkt.

Podczas gdy ten ostatni odnotowuje wzrosty, wyceny jednostek ubezpieczonych w Europie pikują. Tysiące tych, którzy zdecydowali się na zakup takiego toksycznego ubezpieczenia nie mają przy tym żadnych narzędzi, żeby ustalić jak dokonywana jest wycena jednostek, co decyduje o wzroście ich wartości, a co o ich spadku.

Niezależnie od tych wszystkich argumentów dotyczących niejasnych sposobów wyceny jednostek, niezależnie od oczywistego wprowadzenia w błąd przez pracownika Open Finance S.A., ten ostatni odpowiadając na nasze żądania nie był wylewny.

W gruncie rzeczy, do odpowiedzi dotyczącej oszczędności życia naszej Klientki wystarczyło mu jedno zdanie. Nie uznajemy roszczeń, nie podejmujemy negocjacji. Ani słowa o tym, czy sposób przekonywania agentów tej spółki był uczciwy, ani słowa o tym skąd taka, a nie inna wycena jednostek. Nie uznajemy roszczeń. Do widzenia.
Opisując cechy takiej strukturyzowanej polisy Sąd Okręgowy w Warszawie, w szeroko ostatnio komentowanym orzeczeniu postawił tezę, że [i]„opracowanie takiego produktu musiało być świadome i nacelowane na osiągnięcie zysków kosztem wpłat ubezpieczonych. Dlatego też Ubezpieczyciel powinien był zdawać sobie sprawę z nieważności tych umów i ich oszukańczego charakteru"

Ten też wyrok, choć nieprawomocny, jest dziś nadzieją wszystkich tych, którzy w tych produktach zostali uwięzieni. Jego ewentualne utrzymanie w mocy z całą pewnością doda wszystkim poszkodowanym wiary w to, że wymiar sprawiedliwości stoi na straży równowagi w relacjach konsumentów z instytucjami finansowymi i zachęci do dochodzenia swych praw.

Chce wierzyć w to, że tego rodzaju orzeczenia przemawiają również do zarządzających podmiotami oferującymi produkty finansowe. Że dostrzegą, że nie są bezkarni i że muszą cywilizować swoje oferty, tak by również Kowalski mógł być ze współpracy z nimi zadowolony.

Niezależnie jednak od tego czy takie zmiany zajdą i czy w konsekwencji możliwe będzie odzyskanie zaufania do instytucji finansowych pozwolę sobie na uniwersalną radę, dla tych, którzy rozważają inwestycje w produkty finansowe i dla wszystkich innych, którzy czytają ten artykuł przez przypadek, a zdarza im się zawierać umowy:

Czytajcie umowy, a jeżeli czegoś w nich nie rozumiecie, to pod żadnym pozorem ich nie podpisujcie. Dopóki tego nie będziecie robić, my prawnicy będziemy mieli masę pracy.

W następnym artykule: prowizje doradców finansowych i pomysły ustawodawcy na walkę z uefkami.
Trwa ładowanie komentarzy...